sobie tylko grilla w ścisłym gronie rodzinnym.

i psychiczna udręka. Odraza, którą do niej czuł, sprawiała,

Tempera.
przecież dobrowolnie pakować się w sytuację, która je tej władzy w
- Ostatnio trudno z nim wytrzymać. I chyba jest bardzo nieszczęśliwy.
- Nie - odpowiedziała powoli, analizując swoje uczucia.
krajobrazami, które ciągnęły się od St. Raphael, że nie
Edward patrzył na nią tak, jakby miał ochotę ją udusić.
Ilustracja na okładce
- Napiję się kawy, a potem zadzwonię do taty. - Parker
zatrzymać...
- Nie widzisz? - zapytał, upijając łyk wina i wzdychając
pokoju księcia, powinna zrobić to właśnie teraz. Wszyscy
Przypominał średniowieczną budowlę obronną strzegącą
- Sama nie wiem, czy wołałabym, żebyś się mylił, czy nie.
jednocześnie, co by było, gdyby zaprotestował. I tak jednak nie

tłum przechodniów i dwa stoiska z gazetami. Odczytał dwa tytuły: „USA Today” i „Los

Naciągam dres, zapinam suwak kurtki, schodzę z pokładu. O tej porze nikogo tu nie ma,
– I bzyka się z nim, mówię wam. – Ściszył głos: – Niektóre kobiety kręcą te świry,
Jennifer.
– Mój brat, ksiądz.
Bentz to bomba zegarowa. Po tym, jak zastrzelił dzieciaka Valdezów, prawie wybuchł, choć
wejścia na teren magazynu. Pomarańczowe pachołki połączone żółtą taśmą skutecznie
wypadków, być może nigdy się nie dowie.
w LAPD.
mój drogi... Kto wie, co znajdziesz?
Spojrzał na nią. Uśmiechała się szeroko.
Wysoki, szczupły, wysportowany, ambitny, od początku przygotowywany do przejęcia ogromnej spuścizny po Cameronie. Aż nagle umarł. Wystarczyło spojrzeć nieco dalej, aby zobaczyć grobowiec rodzinny Montgomerych. Początkowo Montgomerych chowano na starym cmentarzu niedaleko majątku Oak Hill. I tak przez kilka pokoleń. Później wybrali na miejsce swojego spoczynku cmentarz w mieście. Pochowano tutaj Benedicta, a później jego żonę. Spoczywał tu też Charles i mały Parker, który zmarł, nie dożywszy roku. Nagła śmierć łóżeczkowa, tak przynajmniej twierdził doktor Fellers. - Amen - wyszeptał tłum na zakończenie ostatniej modlitwy. Pastor podniósł głowę i skinął na Caitlyn. Na chwiejnych nogach zrobiła krok do przodu i rzuciła na trumnę białą różę. Wciąż nie mogła do końca uwierzyć, że Josh, facet zawsze pełen energii, nie żyje. Przez ostatnie dni zajmowała się przygotowaniami do pogrzebu, rozmawiała trochę z policją, unikała dziennikarzy i starała się dowiedzieć, co się naprawdę wydarzyło tamtej nocy. Nie była w stanie spać we własnej sypialni - wspomnienie krwi rozmazanej po całym pokoju przerażało ją - więc spędziła dwie ostatnie noce na sofie, przykryta narzutą. Ale i tak nie mogła zasnąć bez środków uspokajających przepisanych przez doktora Fellersa. - Wiem, że nie znosisz pigułek - powiedziała Berneda, ściskając w ręku kolorową fiolkę - ale te ci pomogą. Byłam u lekarza i poprosiłam przy okazji o coś dla ciebie. - Nie sądzisz, że powinnaś była mnie zapytać? - odpowiedziała Caitlyn, ale i tak wzięła ciemną fiolkę. Lorazepam rzeczywiście się przydał, pomógł jej się uspokoić i przetrwać kolejne dni i noce. Wciąż jeszcze nie rozmawiała z Kelly; wciąż się rozmijały, ale Kelly obiecała zadzwonić po pogrzebie, gdy prasa zajmie się innymi sprawami, gdy plotkarze znajdą sobie inne tematy. - Wiesz, że nie mogę przyjść na pogrzeb - powiedziała. - Nie jestem aż taką hipokrytką, a poza tym mama dostałaby szału. Wściekłaby się, więc nie zamierzam prowokować. Nie teraz. Spotkamy się, gdy już zakopią Josha. Trzymaj się... Caitlyn starała się nie poddawać, ale było jej naprawdę trudno. Zaniedbała pracę, klienci słali kondolencje połączone z pytaniami o termin realizacji zleceń. Jutro, myślała, jutro zacznę odpowiadać na telefony i wrócę do normalnego życia. Jeśli policja jej pozwoli. Jeśli pozwoli jej sumienie. - Chodź - powiedział Troy i poprowadził ją do samochodu zaparkowanego w cieniu drzew. Kierowca, krępy, poważny mężczyzna zatrudniony przez dom pogrzebowy, czekał oparty o zderzak. Caitlyn zagapiła się na niego i nie zauważyła, kiedy podszedł do niej jakiś nieznajomy. - Pani Bandeaux? Proszę przyjąć wyrazy współczucia. Caitlyn spięła się w sobie, gotowa odeprzeć atak natrętnego dziennikarza. Pewnie zaraz podetkną jej pod nos mikrofon, a gorliwy fotograf zacznie pstrykać zdjęcia. - Nie teraz - powiedział Troy. - Wiem, że to trudna chwila. Przyszedłem, bo jestem znajomym Rebeki Wade. - Usłyszała męski, głęboki głos i przyjrzała się nieznajomemu. Był wysoki i poważny. Miał na sobie spodnie khaki, luźny niebieski sweter, ciemne włosy, dłuższe, niż nakazywała moda, i cień zarostu na brodzie.
– Tak myślisz?
którymi mieszkał przez prawie tydzień. Na parkingu nie było niebieskiego pontiaka. Pewnie
mu na niej zależało, bardziej jako na przyjaciółce niż kochance, ale w przeszłości wiele ich
przyjaźni.

©2019 pod-obchodzic.klodzko.pl - Split Template by One Page Love